środa, 14 maja 2014

Rozdział 30:


Dziś jest 28 czerwca co to oznacza WYNIKI MATUR !!!! Strasznie z Julką to przeżywamy bo jak nam się nie uda zdać,co ja mówię Julka zda na 100% bo ona ze wszystkiego dobra,a ja najbardziej obawiam się matmy,niby Michał mnie uczył ale czy to wystarczyło?Wstałam już o 5:00 z tego stresu spać nie mogłam,do Nysy specjalnie przyjechał Michał,urwał się ze Spały i razem z nim Zbyszek.
- Czemu wstałaś,jest dopiero 5:00.-powiedział zaspanym głosem Michał.
- Spać nie mogę.-powiedziałam.
- Oj chodź do mnie.-podeszłam do niego a on mnie pociągnął tak że leżałam na nim.- Nie masz się czym stresować,jestem przekonany że zdałaś ją wyśmienicie.-pocałował mnie.
- Michał ja byłam po wypadku,mogło mi coś źle pójść,a bez matury nie dostane się na studia.-powiedziałam smutna.
- Spokojnie,uwierz mi że będzie dobrze a teraz idziemy spać.-położyłam się na jego torsie i odpłynęłam.Obudziło mnie lekkie głaskanie po policzku.
- Wstawaj bo za chwilę wychodzimy.-zaśmiał się Michał.Szybko zerwałam się z łóżka i poleciałam się ubrać.
 
- Mamo my wychodzimy.-krzyknęłam.
- Dobra tylko zadzwoń zaraz jak otworzysz wyniki a my lecimy na zakończanie do Kuby.-powiedziała.Przed moim domem stała już Julka i Zbyszek.
- Denerwuję się Chip.-powiedziałam.
- Ja też Dale,a jak nie zdamy to o boże nawet o tym nie chcę myśleć.-złapałam Michała za rękę i poszliśmy w stronę szkoły.Chłopaki poczekają na nas przed budynkiem,a my udałyśmy się pod pokój dyrektorki.
- Boże to czekanie mnie dobije.-jęknęłam.Czekałyśmy i czekałyśmy.
- Zapraszam Julię Królikowską.-usłyszałyśmy głos sekretarki.Julka weszła i po 3 minutach wyszła.
- Lecę do chłopaków będziemy na ciebie czekać.-powiedziała,a ja kiwnęłam głową.Nareszcie nadeszła moja kolej.
- Berenika Kurek.-weszłam do środka.
- No Berenika jest stres?-zapytała dyrektorka.
- I to jaki.
- Na pewno poszło ci dobrze,podpisz mi tutaj i możesz iść.-podpisałam odebrałam swoją kopertę i ruszyłam przed budynek.
- Julka ty pierwsza.-krzyknęłam.Ona się uśmiechnęła i otworzyła kopertę.
- Zdałam z wszystkiego.-zaczęła skakać ze szczęścia.
- Gratulację kochanie.-pocałował ją Zbyszek.
- Otwieraj ze względu na wszystko jestem z ciebie dumny.-szepnął Michał.
- Otwórz ty,proszę cię.-podałam mu kopertę,otworzył ją i spojrzał.- I co?-zapytałam.
- Kochanie musisz stwierdzić rodzicom że wyprowadzasz się do Katowic.-nie mogłam w to uwierzyć zdałam,popatrzyłam na wyniki,polski na 77%,angielski na 73% a największe zdziwienie to matma 60%. Byłam prze szczęśliwa,zadzwoniłam do mamy i przekazałam jej dobre wiadomości i nie minęło 5 minut a już dostałam telefon od Alicji,Bartka,od praktycznie całej rodzinki.
- No to trzeba to jakoś uczcić.-powiedział Zbyszek.
- Tak,wy pojedziecie do Spały,a my pojutrze przyjeżdżamy na mecz z Łotwą.-powiedziałam.Chłopcy pojechali około 14:00,a my świętowałyśmy z całą klasą zdanej matury.
Tak jak obiecałyśmy dziś jedziemy do Wrocławia by kibicować naszym orzełkom.Do Wrocka pojechałyśmy autobusem,wyruszyłyśmy o 5 rano i o 13 byłyśmy na miejscu.Poszłyśmy do hotelu gdzie miałyśmy zarezerwowany pokój,jak się okazało wszystkie żony,narzeczone siatkarzy miały tutaj pokoje.
- Nie mogę się doczekać tego meczu.-powiedziała Julka.
- Tak ja też.-powiedziałam.Mecz jest o 17:00,więc mamy dużo czasu na pójście do różnych sklepów.Chodziłyśmy po mieście robiąc sobie zdjęcia i wygłupiając się,wchodziłyśmy do każdego sklepu z ciuchami.Nadeszła 16:00 więc czas szykować się na mecz.Poszłam do łazienki i się ubrałam.
 
Włosy spięłam w koka.Oczywiście moje paznokcie były w barwach narodowych.O 16:45 byłyśmy w hali,chłopaki się już rozgrzewali,pokazałyśmy im że jesteśmy i że trzymamy kciuki.Mecz rozpoczął się równo o 17:00,koło mnie siedziała żona Michała Winiarskiego i ich synek,była też Alicja tylko bez małego,żona Igły i dzieciaki.Zapowiadał się cudowny mecz.
Kibicowałam z całych sił,nowy trener spisał się na medal bo już widać że jego praca zdecydowała o wygranej 3:0 dla nas.Byłam tak zadowolona ze zwycięstwa,ale i także z tego iż Michał dostał statuetkę MVP.Podeszłam do barierek mu pogratulować.
- Gratulacje skarbie.-pocałowałam go i mocno przytuliłam.
- Dziękuję,ta statuetka dla ciebie za zdanie tak rewelacyjnie matury.-uśmiechnął się.
- Wiesz gdybym nie miała tak świetnego i przystojnego nauczyciela od matmy to by tak rewelacyjnie nie było.-zaśmiałam się.
- Ach no wiem jestem boski.
- Ta i skromny na dodatek.-zaczęłam się śmiać.
- Przepraszamy czy możemy przeprowadzić z panem wywiad?-zapytał Michała jakiś chłopak.
- Oczywiście,przepraszam cię.-powiedział.
- Jasne leć.-poszedł a ja postanowiłam pójść do mojego kochanego brata.Oczywiście stał i całował się z Alą.
- No wiecie co,kilka dni się nie widzieli i już takie całowanie.-powiedziałam.
- Spadaj mała.-powiedział Bartek.
- Żartowałam a tak na serio to gratulacje i chcę was przeprosić.-zaczęłam.
- Za co?-zapytała Alicja.
- Jeżeli to jeszcze aktualne to chciałabym zostać chrzestną Pawła.-powiedziałam.
- No pewnie że aktualne kochana,wiesz miałam się ciebie o to jeszcze raz pytać.-przytuliła mnie Ala.
- A kto będzie chrzestnym?-zapytałam.
- Michał.-powiedział Bartek.-Znaczy powinien się zgodzić.
- Bartek do cholery nie rozmawiałeś z nim,a przecież cię prosiłam.-powiedziała z żalem Alicja.
- Oj skarbie,pogadam z nim dziś,ale na pewno się zgodzi jak usłyszy kto jest chrzestną.-powiedział,przytulając Alę.Zaśmialiśmy się wszyscy,kiedy odwróciłam głowę zobaczyłam go tego co mnie potrącił,wszystko znowu wróciło,znowu ten niepokój,ten cholerny strach.Niestety nasze spojrzenia się styknęły.Miał taki głupi uśmieszek na twarzy.
- Ber,słyszysz mnie.-potrząsnął mną Bartek.Szybko oderwałam wzrok i spojrzałam na brata.
- Przepraszam zamyśliłam się.-powiedziałam.
- Co się stało? Zmizerniałaś tak nagle.-powiedziała Alicja.
- Nie nic tylko zmęczona jestem,wiecie pójdę już do hotelu powiedzcie Michałowi że jutro do niego zadzwonię.-powiedziałam i poszłam po Julkę i razem wróciłyśmy do hotelu.
- Ber możesz mi powiedzieć co się stało?-zapytała.
- Julka widziałam go..........





I jak wam się podoba? Mogę powiedzieć że mężczyzna który potrącił Ber zagości na długo,i troszkę pomiesza w życiu bohaterów,ale więcej nie powiem :) Już w piątek o 17:30 pierwszy mecz reprezentacji,tak długo czekałam :) Następny rozdział w piątek,zachęcam do komentowania.
Pozdrawiam Aga
 


 

poniedziałek, 12 maja 2014

Rozdział 29:

Dziś pierwszy raz idę na spotkanie do psychologa,ale idę tam tylko dlatego żeby już więcej mi nie zrzędzili.Wczoraj pisałam ostatnią maturę pisemną teraz czekać tylko na ustne.Wstałam o 10:00 i poszłam się ubrać.


Zeszłam zjeść śniadanie i tata zawiózł mnie na spotkanie do poradni w Nysie.
- Nie stresuj się,daj sobie pomóc.Będę na ciebie tu czekać.-powiedział tata.
- Dobra cześć.-powiedziałam i wyszłam z samochodu.Udałam się pod wskazane drzwi.Zapukałam i po chwili usłyszałam że mogę wejść.
- Dzień dobry.-powiedziałam.
- Witaj ty jesteś Berenika?-zapytała mnie kobieta,która wyglądała na co najmniej 30 lat.
- Tak to ja.-odpowiedziałam.
- Ja nazywam się Róża Broniewska,może usiądź sobie spokojnie i nie stresuj się.-usiadłam na fotelu.-Posłuchaj znam twoją historię,ale muszę poznać co dzieję się w tobie.-powiedziała.
- Nic się nie dzieje.
- Przyszłaś tu bo masz problem.
- Nie,przyszłam tu bo mi kazali.-wykrzyczałam.
- Bereniko spokojnie powiedź mi co czujesz?-zapytała,a ja zaczęłam płakać.
- Ja nic nie czuję,pani nie wie co to znaczy stracić coś na czym ci zleży.
- Właśnie dla ciebie chcę poczuć to co ty i wtedy będę wiedziała jak ci pomóc.- i tak spędziłam u niej z 4 godziny,ale muszę wam powiedzieć że ta rozmowa bardziej mnie zdołowała,trudno się mówi o czymś co boli na każdym twoim kroku.Gdy wyszłam z budynku,tata już stał na parkingu,bez słowa pojechaliśmy do domu.Gdy przekroczyłam próg domu to zaczęły się pytania.
- I jak było córeczko?-zapytała mama.
- Czułam się jak jakaś wariatka.-powiedziałam.
- Ale to dla twojego dobra.
- Idę do siebie.-powiedziałam i poszłam do pokoju,nie minęła chwila i zadzwonił Michał.
- Słucham?
- Co tak oficjalnie?-zaśmiał się,ale mi do śmiechu nie było.
- Normalnie zapytałam,coś się stało?
- Jak po spotkaniu?-zapytał.
- A jak ja mogę się czuć skoro każdy myśli że jestem wariatką.
- Skarbie posłuchaj jutro po ciebie przyjeżdżam i jedziemy nad jezioro na kilka dni,odpoczniesz od tego wszystkiego,zgoda?-zapytał.
- Zgoda,o której będziesz?
- Będę u ciebie o 11:00,więc proszę być gotowa.
- Dobra to do jutra.-rozłączyłam się,poszłam poinformować rodziców o wyjeździe i spakowałam rzeczy.Zasnęłam o 22:00.
Rano obudziłam się o 10:00,szybko zerwałam się na nogi i popędziłam do łazienki.Ubrałam się.


Zeszłam na dół do kuchni.
- Zrobiłam wam kanapki na drogę.-uśmiechnęła się mama.
- Dzięki.-powiedziałam.
- Tylko córciu uważaj nad wodą.
- Zawsze uważam.-powiedziałam.O 11:00 pod domem wstawił się Michał.
- Cześć skarbie.-pocałował mnie.
- Hej.
- Ale zaraz nigdzie nie pojedziemy,dopóki nie zobaczę uśmiechu na twojej buzi.-zaśmiał się.
- To chyba nie pojedziemy,bo nie jest mi do śmiechu.-powiedziałam.
- Kotku proszę jeden maleńki uśmiech.-poprosił i wymusiłam ten uśmiech.Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy na mazury.Musiało mi się zasnąć bo obudził mnie Michał informując że jesteśmy na miejscu.Gdy otworzyłam zobaczyłam prześliczny widok.
- Michał ale kiedy ty to załatwiłeś?-zapytałam wychodząc z samochodu,a on objął mnie od tyłu i tylko szepnął.
- To moja słodka tajemnica,mam nadzieję że się podoba.-pokiwałam głową i mocno go pocałowałam.Weszliśmy do naszego domku i znaleźliśmy się w sypialni ciesząc się sobą i oto pierwszy raz się uśmiechnęłam.
Rano obudziło mnie głaskanie po plecach.
- Dzień dobry kochanie.-powiedział i mnie pocałował.
- Dzień dobry.-uśmiechnęłam się.
- Wiesz że brakowało mi tego kochanego uśmiechu?-zapytał.
- Mogę się domyślić,muszę cię przeprosić za swoje zachowanie.Wiem że byłam nieznośna.-przytuliłam się do niego.
- Nie gniewam się pewnie tak samo bym się zachowywał,a powiesz mi jak było na tym spotkaniu?
- Było okropnie mówić mi o tym ale wiem że chcę mi kobieta pomóc więc podejmę się tego.
- Dobra więc teraz śniadanie i idziemy się kąpać bo mamy dziś upalny dzień.
- Dobrze.-resztę dnia spędziliśmy nad wodą,niestety to co dobre szybko się kończy i musiałam wrócić do szarej rzeczywistości,wszystkie matury ustne pozdawałam teraz czekać do z pisemnymi znalazłam studia w Katowicach razem z Julką.Wybieramy się na akademię muzyczną.Z moim samopoczuciem już lepiej te rozmowy wiele dają częściowo się pogodziłam ale jeszcze nie do końca cieszę się że mam takie wsparcie u rodziców i u Michała......





I jest następny,mam nadzieję że wam się spodobał i z góry przepraszam za jego długość.Obiecuję że kolejny będzie dłuższy,dziękuję za wszystkie komentarze i zachęcam do dalszego śledzenia i oczywiście komentowania.Zapraszam kolejny już w środę :)
Pozdrawiam Aga




sobota, 10 maja 2014

Rozdział 28:

- Ber idziemy na spacer?-zapytała mnie Julka,która jednocześnie wyrwała mnie z natłoku myślenia.
- Tak chodźmy.-chodziłyśmy po całym mieście,ona opowiadała mi co robiła jak była u Zbyszka,a ja słuchałam.Kiedy przechodziłyśmy koło teatru,łzy same zaczęły mi spływać po policzkach.
- Słonko nie płacz.-przytuliła mnie.
- Chodźmy z stąd.-powiedziałam.Poszłyśmy do parku.-Julka dlaczego to zrobiłaś?
- Chodzi ci o zrezygnowanie z teatru?-kiwnęłam głową.-Pamiętasz na co się umawiałyśmy jak przyjmowałyśmy propozycję występów?
- Że idziemy razem,albo wcale.-powiedziałam.
- I ja dotrzymuję słowa,nie chcę występować bez ciebie.-przytuliłam ją.
- Marnujesz swoją szansę.-powiedziałam.
- Kochana zawsze jest plan B.No więc jak tam przygotowana na maturę,to już za dwa dni.-zapytała.
- Wiesz jak się obudziłam to sądziłam że ją przespałam,a to tylko zakończenie roku.Nie jestem chyba fizycznie przygotowana boję się że Gośka mi teraz dopiecze.
- Niech spróbuje coś powiedzieć,wiesz kiedy dostaliśmy telefon o twoim wypadku to nie mogłam ruszyć się z kanapy.Całe moje ciało było sparaliżowane.Zbyszek zaczął nerwowo szukać kluczyków od samochodu,dobrze że Bartek najpierw zadzwonił do nas.Pojechaliśmy po Miśka bo sam by tych nerwów spowodował wypadek.-powiedziała.
- Ja nawet nie zauważyłam tego samochodu,a wiesz co jest najgorsze,czułam że umieram ten ból był okropny.Całe życie przeleciało mi przed oczami,tej krwi było dużo na ulicy.....-przerwała mi.
- Cii.Nie myśl już o tym.
- Julka ale ja chcę to komuś powiedzieć.Nikt na drodze nie potrafił mi pomóc,a jak w szpitalu powiedzieli mi że to koniec tańcem to miałam żal że jednak nie umarłam.Wolałabym to niż teraz takie męczenie się.
- Ale ja nie przeżyłabym tego,gdyby coś ci się stało.Wracajmy,odprowadzę cię.-szłyśmy powoli,co jakiś czas się zatrzymując moje nogi nie do końca są jeszcze sprawne.Weszłam do domu i w salonie zobaczyłam moją całą rodzinę.
- Co tu się dzieje?-zapytałam.
- Przyjechaliśmy cię wnusiu odwiedzić.-powiedział mój dziadek i mnie przytulił.Może to zabrzmi trochę głupio ale miałam wrażenie że przyjechali tylko mi współczuć i litować się nade mną.
- Ala też przyjechaliście?-zapytałam Alicji.
- No a co jak się czujesz?-zapytała.
- A jak wyglądam?
- Świetnie.-uśmiechnął się Bartek,który trzymał na rękach Pawełka.
- I tak się czuję,cześć mały,ale on szybko rośnie.Idę się położyć.-powiedziałam.
- Córeczko ale wszyscy przyjechali do ciebie.-powiedział tata.
- Przepraszam ale jestem zmęczona.-od tygodnia nikt nie widział mojego uśmiechu jakby zniknął,nie potrafię się już uśmiechać za wiele mnie to kosztuje,nawet Michał nie potrafi mnie rozbawić.Leżałam sobie na łóżku kiedy zadzwonił mój telefon.
- Halo?
- Cześć słonko,jak się czujesz?
- Dobrze.-powiedziałam.
- Tylko dobrze,a myślałem że świetnie.Tęsknię za tobą,ale pociesza mnie to że zobaczymy się za kilka dni.-czułam że się uśmiecha.
- Przepraszam cię Michał ale jestem zmęczona.Zadzwonię do ciebie jutro.-powiedziałam.
- Dobrze to do jutra kocham cię.
- Ja ciebie też.-rozłączyłam się i zaczęłam myśleć nawet sama nie wiem o czym.Około 19:00 do mojego pokoju wszedł Bartek z Alicją.
- Nie przeszkadzamy?-zapytali.
- Ciekawe w czym moglibyście mi przeszkodzić?-zapytałam.
- No może w nauce do matury.-zaśmiał się Bartek.
- Mamy do ciebie sprawę,a tak na prawdę to pytanie.-powiedziała Alicja.
- Słucham.
- Czy nie zostałabyś chrzestną Pawła?
- Ja,nie wiem czy on chciałby mieć taką chrzestna kalekę.-powiedziałam.
- Berenika nie przesadzaj nie jesteś kaleką.-powiedział Bartek.
- Nie,jestem i do tego nic w życiu nie osiągnę.To nie jest dobry pomysł,przepraszam ale muszę odmówić nie chcę zniszczyć mu życia,nie chcę żeby się wstydził.-powiedziałam i wyszłam z pokoju.
Oczami Bartka:
Poszliśmy z Alicją poprosić Berenikę na chrzestną,ale ona nam odmówiła.
- Nie,jestem i do tego nic w życiu nie osiągnę.To nie jest dobry pomysł,przepraszam ale muszę odmówić nie chcę zniszczyć mu życia,nie chcę żeby się wstydził.-powiedziała i wyszła.
- Bartek ona ma ogromny problem,musimy porozmawiać z twoimi rodzicami.-powiedziała do mnie Ala.
- Myślisz że psycholog jej pomoże?-zapytałem.
- Musi pomóc jej pogodzić się z tym co się stało i pokazać jej że powinna dalej żyć.
- Masz rację,chodźmy.-poszliśmy do rodziców,i okazało się że rodzice są tego samego zdania teraz tylko musimy znaleźć najlepszego specjalistę.
Oczami Bereniki:
Dziś wstałam o 10:00 jutro matura a ja mam to gdzieś.Ubrałam się.
 
I zeszłam do kuchni.
- O witamy śpiącą królewnę.-zaśmiał się tata.
- Raczej śpiącą kaleką.-powiedziałam.
- Berenika,posłuchaj musimy ci coś powiedzieć.-zaczęła mama.
- Co takiego?
- Od jutra zaczynasz terapię u psychologa.-dokończył tata.
- Słucham?-krzyknęłam.
- Córeczko musisz dać sobie pomóc bo my już z tatą nie potrafimy.
- Ale to nie oznacza że wyślecie mnie do zupełnie obcej mi osoby.-znów krzyknęłam a do kuchni wszedł Bartek,Kuba i Alicja.
- Co się dzieje?-zapytał Kuba.
- Nic tylko macie mnie wszyscy za wariatkę.-powiedziałam.
- To nie tak,ale.....
- Wiecie wam to chyba na rękę że nie będę tańczyć bo przynajmniej nie musicie się wstydzić za mnie.-powiedziałam.
- Co ty mówisz dziecko.-zapytał tata.
- Mam dość idę się pouczyć na jutro.-wyszłam z kuchni i poszłam do pokoju zamknęłam się w nim i płakałam,cholera nawet nie wiecie jak mnie to boli.........






I jak wrażenia? Nie sądzicie że Ber wpadła w małą depresję?Następny niestety w poniedziałek bo jutro jadę do babci i nie będę miał czasu napisać rozdziału.Ja tu sobie siedzę na internecie i tu nagle dowiaduję się że dziś Łukasz Wiśniewski zmienia stan cywilny,więc pragnę złożyć życzenia dla Łukasza i Kasi,zdrowia,szczęścia i pomyślności na nowej drodze życia :)
Widzimy się w poniedziałek.
Pozdrawiam Aga

 
 


 

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 27:


Wybiegłam z domu nie zważając na to czy kogoś niechcący trące,miałam wszystkiego dosyć.Ja w tym związku oczywiście muszę być najgorsza.Chciałam przebiec na drugą stronę,kiedy nie zauważyłam nadjeżdżającego samochodu.Auto potrąciło mnie z taką mocą że odepchnęło mnie niezły kawałek.Poczułam straszny ból,nie mogłam się ruszyć,wokół siebie zauważyłam wiele krwi.Nagle wszyscy zaczęli się zbiegać,próbowałam nie zamykać oczu ale to było silniejsze.
- Doktorze budzi się.-usłyszałam.Otworzyłam oczy,ale światło spowodowało szybkie zamknięcie ich z powrotem.
- Berenika słyszysz mnie?-znowu otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą mężczyznę w białym fartuchu.
- Tak.-szepnęłam z trudem.
- Siostro proszę podać kroplówkę.
- Dobrze.-nie wiedziałam co się dzieje.
- Gdzie ja jestem?-zapytałam zachrypniętym głosem.
- Spokojnie miałaś bardzo poważny wypadek i wreszcie się obudziłaś wszyscy długo na to czekaliśmy.-powiedziała do mnie pielęgniarka.
- Gdzie są moi.....
- Już ich poinformowałam,a teraz ty odpocznij jest druga w nocy.-nie walczyłam ze sobą,poddałam się zmęczeniu.Obudziło mnie lekkie głaskanie ręki.Otworzyłam oczy i ujrzałam rodziców,całych zapłakanych.
- Córeczko wreszcie do nas wróciłaś.-szepnęła mama.
- Co się stało?-zapytałam.
- Jakiś mężczyzna potrącił cię na pasach,uderzenie było tak silne że odepchnęło cię z 30 metrów.-wyjaśnili mi.Nagle do sali wszedł Bartek,Alicja,Julka,Michał i Zbyszek.
- Ber boże obudziłaś się.-przytuliła mnie Julka.
- Też tęskniłam.
- My pójdziemy dowiedzieć się czegoś od lekarzy.-powiedział tata i wyszli z mamą.Patrzyłam na wszystkich z wielkim niepokojem.
- Ber napędziłaś nam strachu.-odezwała się Alicja.Już miałam odpowiedzieć kiedy do sali wpadł lekarz.
- Przepraszam że przeszkadzam,Bereniko co pamiętasz przed wypadkiem?-zapytał mnie.
- Nie pamiętam.-uśmiechnęłam się.
- Tak jak sądziłem,straciłaś pamięć,mogę prosić wszystkich o wyjście muszę porozmawiać z pacjentką.-wszyscy wyszli z sali.-Posłuchaj muszę powiedzieć ci rzecz najważniejszą.Wiem że lubisz tańczyć.-na samo słowo tańczyć uśmiechnęłam się.
- Tak,ale skąd pan wie?-zapytałam.
- Twoi rodzice powiedzieli mi że występujesz w teatrze.
- Tak,ale o co chodzi?
- Berenika wypadek był tak poważny że niestety jak bardzo byś chciała nie zatańczysz już.-powiedział a mi zaczęły po policzkach spływać łzy.
- To znaczy że już nie będę mogła tańczyć,nie to nie możliwe,wszyscy mnie kłamiecie.-zaczęłam krzyczeć.
- Bardzo mi przykro,zostawię cię na chwilkę samą.-wyszedł,a ja wybuchłam płaczem o wiele większym.Właśnie skończyła się moja przyszłość,skończyły się moje plany życiowe.Do sali wszedł Michał nic nie mówił tylko mnie przytulił i razem płakaliśmy.Przez jeden żart losu nie mam już nic.
Tydzień później:
Siedziałam w pokoju i oglądałam wszystkie zdjęcia z prób,z pokazów i płakałam,do dziś nie mogę uwierzyć że więcej nie zatańczę.Zamknęłam się w sobie,nikt nie ma ze mną kontaktu.Rodzice zapisali mnie do psychologa,ale to nic nie dało.Nic nie zapełni pustki w moim sercu.Michał starał się przyjeżdżać najczęściej jak mógł,bardzo mnie wspierał jest skarbem największym jakiego można mieć.Po wypadku nie ma już praktycznie śladów,ale blizny na sercu.Kiedy tylko w telewizji widzę coś związanego z tańcem płaczę.Za tydzień matura,ale po co mi ona jak na studia które sobie wybrałam nie pójdę.
- Córeczko zjedz coś już trzeci dzień nic nie jesz.-powiedziała mama.
- Po co mam jeść?-zapytałam.
- Żeby mieć siłę i wyzdrowieć.
- A jedzenie przywróci mnie do tańca? Nic w życiu nie osiągnę,będę najgorsza w naszej rodzinie i nawet już jestem.
- Córeczko nie mów tak.
- Ale taka jest prawda mamo.-zaczęłam płakać.-Mamo ja chcę tańczyć.-mama też nie wytrzymała i zaczęła płakać.
- Posłuchaj teraz to bardzo boli ale z czasem ten ból minie.Uwierz mi słonko.
- Bardzo bym chciała ale nie potrafię nie wiem jak.-łkałam.
- Pamiętaj że my zawsze ci pomożemy.
- Dziękuję że jesteście.......






I mamy kolejny :) Dziś jeden z krótszych ale czas i nauka nie pozwoliła mi napisać dłuższego.Jakie wrażenia po rozdziale?
Mam nadzieję że się podobał.Zapraszam serdecznie na kolejny już jutro  i zachęcam do komentowania.
Pozdrawiam Aga

środa, 7 maja 2014

Rozdział 26:

Dwa dni później Michał musiał wracać do treningów,a ja do szkoły.I zaczęły się te przykre sytuacje dla nas.Nie widywaliśmy się przez tygodnie,ponieważ Michał miał mecze,wyjazdy.Sama nie mogłam jeździć na jego mecze bo byłam zawalona szkołą i zbliżającą się maturą.Zdarzały nam się częste kłótnie,nie chciałam dopuszczać do nich,ale z braku naszego kontaktu same słowa wychodziły ze mnie.Cały czas go osądzałam że przez jego treningi w ogóle się nie widzimy i sama nie wierzę że tak mogłam mu mówić to w twarz.
Dziś mamy już 1 kwietnia co to oznacza tak kochani Prima Aprilis.Z niechęcią wstałam do tej szkoły,poszłam wczoraj późno spać bo byłam oczywiście zajęta kłótnią z Michałem.Wstałam i poszłam się ubrać.
 
- O Ber właśnie miałam cię budzić.-powiedziała Alicja,która teraz z nami mieszka w Nysie bo zbliża się jej termin porodu,a Bartek pojechał na mecz do Rzeszowa i nie pozwolił jej być samej.
- Nie rób sobie problemu,powinnaś teraz odpoczywać.-powiedziałam i ją przytuliłam.
- Mam dość odpoczynku w domu Bartek nie pozwalał mi nawet iść do kuchni.-zaśmiała się.
- Ty masz przynajmniej kogoś kto się o ciebie troszczy.-powiedziałam.
- Ale o ciebie troszczy się Michał.Coś się stało?-zapytała.
- Pokłóciliśmy się wczoraj,ale to jest już normą,dobra lecę do szkoły,w końcu ostatni tydzień i wolne.-klasnęłam w dłonie.
- A później matura.-sparodiowała moje klaśnięcie.
- Ej to było wredne.-zaśmiałam się,zeszłyśmy do kuchni gdzie siedzieli rodzice,pożegnałam się i poszłam do szkoły.Dobrze że lekcje były skrócone bo dłużej tam bym nie wytrzymała,Gośka strasznie mnie zdenerwowała.Pochwaliła się że była ostatnio na meczu i spotkała się Michałem.I tak moja osoba w to uwierzyła i kolejna kłótnia z Michałem,na początku nie wiedział o czym mówię ale i szybko mu uświadomiłam,nasza rozmowa zakończyła się rzuceniem telefonem o chodnik.Płacząc doszłam do domu,okazało się że nie ma w nim rodziców tylko Alicja.
- A gdzie rodzice?-zapytałam.
- Pojechali do twojej babci,wrócą jutro.Dlaczego płaczesz?
- Alicja to chyba koniec naszego związku z Michałem.-zaczęłam znowu płakać.
- Nie mów tak,na pewno się pogodzicie,chodź na poprawę humoru obejrzymy film komediowy.-poszłyśmy do salonu i oglądałyśmy do wieczora telewizję.Około 23:00 zaczęłyśmy się zbierać do spania.
- Dobra ja idę się umyć.-powiedziała Ala i poszła do łazienki a ja do kuchni posprzątać po kolacji.Nie minęło 5 minut kiedy usłyszałam krzyk Alicji nie wiele myśląc rzuciłam wielką szklaną miskę,którą akurat myłam i pognałam do łazienki.
- Co się stało?-zapytałam.
- Ber zaczęło się,odeszły mi wody.-powiedziała,a ja zamarłam.
- Świetny żart na Prima Aprilis.-zaśmiałam się.
- Ja nie żartuję.-krzyknęła i skuliła się z bólu.
- O boże trzeba dzwonić na pogotowie.-pobiegłam do telefonu i tu kolejna niespodzianka nie działa,a komórka Ali była rozładowana.Nie wiele myśląc chwyciłam kluczyki od samochodu mojej mamy.- Ala chodź jedziemy do szpitala.
- Ale ty nie masz prawa jazdy.-powiedziała kuląc się z bólu.
- Spokojnie dojedziemy.-pomogłam jej wsiąść do auta i ruszyłyśmy w stronę szpitala,ręce strasznie mi się trzęsły za kółkiem,ale miałam wszystko pod kontrolą.Pod szpitalem byłyśmy po 15 minutach,Alicję zabrali na salę,a ja musiałam zadzwonić do wszystkich.
Siedzę na korytarzu już 4 godzinę i nic jeszcze nie urodziła.Nagle na korytarzu pojawili się rodzice z Bartkiem i rodzice Ali.
- Gdzie ona jest?-zapytał Bartek.
- Idź na salę ona cię potrzebuje.-wskazałam mu drzwi i znikł za nimi.
- Berenika jakim prawem wsiadłaś za kółkiem bez prawa jazdy?-zapytała mama.
- Mamo nie działał telefon nie mogłam inaczej postąpić.-powiedziałam.
- Iwonko musimy być z niej dumni,zachowała się bardzo dojrzale.-powiedział pan Karol.Po kolejnej godzinie czekania z sali wyszedł Bartek z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Mam syna.-krzyknął,a my wybuchnęliśmy wielką radością.Później wróciliśmy bardzo szczęśliwi do domu.
Tydzień później:
- Boże jaki słodziak.-powiedziałam patrząc na małego Pawełka.- Ma twoje oczy Ala.
- Tak a urodę po tacie.-powiedział Bartek.
- No może troszkę po cioci.-zaśmiałam się.
- Ber mogę z tobą pogadać?-zapytał Bartek.
- Tak.-poszliśmy do mnie do pokoju.
- Słuchaj dzwonił do mnie Michał,mówił że nie odbierasz od niego telefonu i się pokłóciliście.
- Bartek my się od kilku miesięcy kłócimy i dopiero teraz on poczuł że trzeba się dowiedzieć co u mnie,wiesz mam dosyć tego wszystkiego.Dlaczego ja nie mogę być szczęśliwa?
- Możesz być.-powiedział.
- Julka i Zbyszek są w takiej samej sytuacji co my ale oni znajdują czas na odwiedziny a my nie to chyba nie ma sensu dalej ciągnąć.
- Czekaj chcesz zerwać z Michałem,chyba zgłupiałaś,wiedziałaś na co się piszesz jak z nim zaczęłaś być.On mógł równocześnie zerwać z tobą przez te wszystkie kłamstwa a tego nie zrobił,jesteś pieprzoną egoistką,myślisz tylko o sobie,a wiesz co Michał czuje mu też nie jest łatwo ale wierzy że wam się uda.-zaczął krzyczeć.
- A ty co nie byłeś lepszy.Nie potrafiłeś powiedzieć Natalii że to koniec,kłamałeś ją.Wiesz nie masz prawa mówić mi co ja dobrze robię,a czego nie.-sama zaczęłam krzyczeć i do pokoju wszedł nasz tata.
- Co tu się dzieje?-krzyknął.
- Nic tylko Berenika myśli że jest pępkiem świata.-powiedział Bartek i wyszedł.Wkurzona złapałam swoją bluzę i wybiegłam z domu i gdybym wiedziała co się wydarzy nie wychodziłabym z domu......





I mamy kolejny :) Jak wam się podoba,jak myślicie co się stanie,taka mała zagadka.Kolejny w piątek zapraszam serdecznie i zachęcam do komentowania.Już nie mogę się doczekać meczów reprezentacji :)
Pozdrawiam Aga


 

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział 25:

Obudziłam się około 10:30.Michała koło mnie nie było,więc poszłam szybko się ubrać.


Zeszłam do salonu,a tam byli wszyscy.
- Dzień dobry.-powiedziałam.
- Dzień dobry,jak się spało?-zapytał tata Michała.
- Dziękuję dobrze.-usiadłam przy stole obok Michała,a ten od razu złapał mnie za rękę.
- Moje słonko wstało.-uśmiechnął się.
- Tak i muszę przyznać że miło się śpi na twoim łóżku.-zaśmiałam się.
- O której jedziecie do Nysy?-zapytał Błażej.
- Tak zaraz po śniadaniu przecież czeka nas 8 godzin jazdy.-powiedział Michał.
- To ja wam zapakuję trochę ciasta,i takie inne rzeczy.-powiedziała mama Michała równocześnie z babcią Różą,a my się zaśmialiśmy,właśnie zauważyłam że przy stole nie ma Ewy.
- A Ewa jeszcze śpi?-zapytałam.
- Nie poszła spotkać się z Kasią.-aha wróg publiczny nr1.Po pysznym śniadaniu,pożegnaliśmy się z wszystkimi wzięliśmy wszystkie ciasta,i słoiki z kompotami i wyruszyliśmy do Nysy.U mnie byliśmy około 18:00.
- Kochanie czego mam się spodziewać?-zapytał mnie Michał.
- No rodzinki Kurek.-zaśmiałam się.Wzięliśmy walizki i weszliśmy do domu.
- Jesteśmy.-krzyknęłam,a w przedpokoju od razu znaleźli się rodzice.
- Córeczko ale za tobą tęskniliśmy.-przywitałam się z nimi i weszłam z Michałem do salonu,który był nieźle zapełniony.
- Witam wszystkich.-zaśmiałam się.
- Jest nasza śmieszka.-krzyknął mój wujek,a ja zrobiłam się czerwona jak burak.
- Chciałam wam przedstawić mojego chłopaka Michała.-powiedziałam,i się zaczęło żeńskie grono porwało mi Michała a ja poszłam się przywitać z Alicją i Bartkiem.
- No siostra poznałaś teściów brawo.-zaśmiał się Bartek.
- A ty swoich nie?
- No dobra,ale co tam u ciebie?-zapytał.
- Cudownie,Alicja jak ty pięknie wyglądasz.-przytuliłam ją.
- Czuję się jak słoń,ale jest w porządku.-uśmiechnęła się i przytuliła Bartka.Miło się patrzy na ich zadowolone miny.Rozejrzałam się po całym salonie i doznałam szoku.
- Bartek a gdzie jest babcia Józia?-zapytałam szeptem.
- Dopiero ma przyjechać,i tego boję się najbardziej.
- Ta wiem o czym mówisz.-dobra szybko wam opowiem o babci,więc mówi to co myśli,nawet jak ma o kimś wiele wulgarnych słów to wypowie to tej osobie w twarz nie zważając czy ją zrani.Pamiętam jak byłam z nią raz w sklepie,wkurzył ją jeden sprzedawca to tak mu dogadała że wstyd było tam wracać i do dziś omijamy go szerokim łukiem.Usłyszałam dzwonek do drzwi,poszłam otworzyć,a tam babcia Józia we własnej osobie.
- Babcia nareszcie przyjechałaś.-przytuliłam ją no co musiałam być miła.
- Też się za tobą stęskniłam.-weszłyśmy do salonu,a wszyscy usiedli nagle prosto,no tak jak to się mówi babcia w tej rodzinie jest dowódcą.Dobrze że moja mama nie odziedziczyła po niej charakteru.
- Co tak nagle ucichliście,pewnie mnie obgadywaliście.-powiedziała.
- Ależ oczywiście mamo,jak tam podróż?-zapytał mój tata.
- Szału nie ma dupy nie urywa.-widziałam ten szok w oczach Alicji i Michała,ale taka jest już babcia.Zaczęła się rozglądać i nagle zapytała.
- A co to za przystojniak?-zaśmiała się i podeszła do Michała.
- To mój chłopak babciu,poznaj to jest Michał.-przedstawiłam go.
- No a już myślałam że jednak jesteś wolny,ale moja piękna wnusia się zaklepała,ale mam nadzieję że uprawiacie bezpieczny seks.-wypaliła babcia,a mój tata aż się zakrztusił.Michał się trochę zakłopotał a ja zrobiłam się cała czerwona.
- Mamo!!!-upomniała ją moja mama.
- No co każdy w tym pokoju pewnie to robił.-boże pomocy.-O a ciebie też nie znam.-powiedziała do Alicji.
- Babciu poznaj moja dziewczynę Alicję.-powiedział Bartek.
- No a tu to kto jest?-zapytała wskazując na brzuch Ali.
- Nasze dziecko.
- A czyli wpadka,ale jak to tak bez ślubu,za moich czasów to był wstyd chodzić z brzuchem bez ślubu.-powiedziała.
- Babciu ale twoich czasów nie ma.-powiedziałam.
- Mam nadzieje że dostanę zaproszenie na ślub.-powiedziała i usiadła na kanapie.-No dajcie mi jakiegoś drinka bo na trzeźwo już nie mogę.-wiecie jak mi było wstyd,za nią ale o 20:30 poszliśmy do mojego pokoju i mogłam się normalnie uspokoić.
- Michał przepraszam cię za nią,ale ona taka jest.....-przerwał mi.
- Spoko fajna jest,a muszę przyznać że człowieka potrafi przymknąć i dobrze mu dogadać.
- Dobra idę się myć i spać bo jestem padnięta.-poszłam wziąć prysznic i o 21:00 spałam smacznie w swoim łóżku,a koło mnie mój kochany Misiu......




Wreszcie jestem,przepraszam że tak długo czekaliście,ale mam nadzieje że podoba wam się rozdział.Mój laptop obiecał że już nie nawali,jak wam się podoba babcia,tak na prawdę babcia jest prawdziwa bo wcieliłam w opowiadanie moją babcię,która właśnie taka jest.Pozdrawiam cię :)
Następny w środę,a i przepraszam że taki krótki dostałam laptop z naprawy i postanowiłam wstawić to co mam.Zachęcam do komentowania.
Pozdrawiam Aga

sobota, 3 maja 2014

Słowa wyjaśnienia :)

Mam dobrą wiadomość w tym tygodniu mój laptop może wreszcie zadziała,ale nic nie obiecuje. Będę komentować wasze rozdziały przez komórkę więc nie zawsze złapie internet.
Pozdrawiam ;*
P.s
Informujcie mnie o nowych rozdziałach.